Tak w 1917 robiła faworki moja babcia. Dziś nikt by na to nie wpadł
Jeśli masz ochotę na coś klasycznego, ale z nutą historii - przepis na faworki z 1917 roku brzmi jak idealny pretekst, by zrobić chrust trochę „po staremu”. To wciąż te same, kruche wstążki smażone na głębokim tłuszczu, ale z mocnym akcentem na technikę, która wszystko zmienia.
W starych przepisach często mniej „kombinuje się” dodatkami, a więcej pracuje nad ciastem - i właśnie dlatego efekt potrafi być tak lekki i pełen pęcherzyków. Poniżej zebrałam najważniejsze informacje i wskazówki, żeby przepis na faworki z 1917 roku wyszedł chrupiąco, a nie tłusto.
Przepis na faworki z 1917 roku - co w nim „przedwojennego” i dlaczego to działa

W dawnych recepturach na chrust liczy się prostota i rzemiosło - mniej ozdobników, więcej pracy nad strukturą ciasta. Przepis na faworki z 1917 roku opiera się na tym, co daje najlepszy efekt w chrupkości: dobrze wyrobione, elastyczne ciasto i bardzo cienkie wałkowanie.
W praktyce im cieńszy płat, tym faworki są delikatniejsze i szybciej się smażą, a to pomaga ograniczyć wchłanianie tłuszczu. Współczesne poradniki też mocno podkreślają ten punkt - cienkie wałkowanie to jeden z najprostszych „sekretów” chrupkości.
Przepis na faworki z 1917 roku - uderzanie wałkiem, napowietrzenie i pęcherzyki
To, co w tej wersji przyciąga uwagę, to „gimnastyka” z ciastem. W tekście pada konkret - uderzanie surowego ciasta wałkiem przez kilkanaście minut, żeby je napowietrzyć. Brzmi staroświecko, ale sens jest bardzo praktyczny: w cieście ma się pojawić powietrze, dzięki czemu faworki po usmażeniu mają charakterystyczne bąbelki i są lżejsze.
Podobne wskazówki wracają w wielu współczesnych opisach - schłodzone ciasto, długie wyrabianie i „tłuczenie” wałkiem to droga do kruchego chrustu, który nie wychodzi jak twardy placek.
Przepis na faworki z 1917 roku - smażenie i najczęstsze wpadki, których łatwo uniknąć
Przy chrustach najwięcej psuje się na patelni - nie w misce. Przepis na faworki z 1917 roku warto prowadzić spokojnie: tłuszcz ma być dobrze rozgrzany, ale nie dymiący, bo wtedy faworki szybko ciemnieją, a środek nie zdąży zrobić się kruchy.
Smaż po kilka sztuk naraz - przepełnienie garnka obniża temperaturę i ciasto zaczyna chłonąć tłuszcz. Po usmażeniu odłóż na papier, dopiero potem cukier puder - na gorących faworkach cukier potrafi się rozpuścić i zrobić „mokre plamy”. Takie zasady powtarzają też popularne instrukcje krok po kroku.
Przepis na faworki z 1917 roku - składniki i wykonanie
Składniki:
- ok. 250-300 g mąki
- 6 żółtek
- 6 łyżek cukru
- łyżeczka masła
- kieliszek spirytusu (można podmienić na rum)
- kilka łyżek śmietany
- cukier puder do obsypania
- smalec do smażenia
Wykonanie:
- Żółtka utrzyj z cukrem na puszystą, jasną masę. Dodaj spirytus i odstaw na chwilę.
- Stopniowo dodawaj masło, śmietanę i mąkę - zagniataj dokładnie, aż ciasto przestanie kleić się do rąk. Mąkę dosypuj po trochu, a jeśli masa wyjdzie zbyt sucha - rozrzedź ją śmietaną.
- Gotowe ciasto uderzaj mocno wałkiem przez kilkanaście minut - to je napowietrzy i pomoże w tworzeniu się charakterystycznych pęcherzyków podczas smażenia.
- Przykryj ciasto ściereczką i odstaw na 10 minut, żeby „odpoczęło”.
- W rondlu o grubym dnie rozgrzej smalec. Temperaturę sprawdź, wrzucając mały kawałek ciasta - jeśli natychmiast odskoczy od dna i zacznie skwierczeć, tłuszcz jest gotowy.
- Podziel ciasto na kilka części i rozwałkowuj je po kolei jak najcieniej, starając się nie podsypywać mąką (albo użyć jej minimum). Pozostałe kawałki ciasta trzymaj w tym czasie przykryte.
- Radełkiem wycinaj prostokątne wstążki, nacinaj każdą przez środek i przewlecz jedną końcówkę przez nacięcie - tak powstaną klasyczne „wstążeczki”.
- Gotowe faworki układaj na ściereczce i przykryj do czasu smażenia.
- Smaż po kilka sztuk na rozgrzanym tłuszczu - krótko z obu stron, aż będą złote.
- Wyjmuj na ręcznik papierowy do odsączenia tłuszczu, a potem odkładaj na kratkę do wystudzenia (dzięki temu nie „zaparzą się” i zostaną cudownie kruche).
- Ostudzone obsyp hojnie cukrem pudrem.
Przepis na faworki z 1917 roku nie musi być kulinarną rekonstrukcją 1:1, żeby dał ten przyjemny efekt „jak dawniej” - lekkość, chrupkość i pęcherzyki. Najważniejsze są detale: cienkie wałkowanie, porządne napowietrzenie ciasta i dobre smażenie w małych partiach.
Jeśli robisz faworki raz w roku, to właśnie taka wersja - z naciskiem na technikę - bywa najlepszą lekcją, bo uczy, dlaczego chrust czasem wychodzi ciężki albo zbyt tłusty. A przy okazji daje fajne poczucie, że w kuchni da się połączyć tradycję z praktyką.
Źródła
- Kuchenny Kredens - „Chrust (faworki) według przepisu z 1917 r.”
- Kwestia Smaku - „Faworki” (wskazówki o cieście i technice)
- AniaGotuje - „Faworki” (ogólne zasady, cienkie wałkowanie)
- DoradcaSmaku - „Chrust, czyli faworki” (praktyczne wskazówki smażenia)
- CookingTime - „Faworki – sprawdzony przepis” (temperatura i tipy)