Wyszukaj w serwisie
przepisy porady dieta Show-biznes od kuchni produkty kuchnia smakoszy quizy
Gotowanie.Smakosze.pl > Porady > Gotuj tak makaron i ziemniaki, a Twój portfel Ci podziękuje. Polacy tracą fortunę przez jeden błąd
Magdalena  Szymańska
Magdalena Szymańska 02.02.2026 15:25

Gotuj tak makaron i ziemniaki, a Twój portfel Ci podziękuje. Polacy tracą fortunę przez jeden błąd

Gotuj tak makaron i ziemniaki, a Twój portfel Ci podziękuje. Polacy tracą fortunę przez jeden błąd
fot. Pixabay

Robi to niemal każdy z nas, przygotowując obiad, zupełnie nie zdając sobie sprawy z konsekwencji. Ten banalny nawyk przy gotowaniu ziemniaków czy makaronu sprawia, że Twoje pieniądze dosłownie "parują" z garnka. Jeśli zastanawiasz się, dlaczego Twoje rachunki za gaz lub prąd rosną, odpowiedź może być prostsza, niż myślisz.

Ziemniaki i makaron podstawą w każdej kuchni

Polska kuchnia stoi na dwóch twardych nogach: ziemniaku i makaronie. Choć na co dzień o tym nie myślimy, to właśnie te dwa produkty ratują nas, gdy lodówka świeci pustkami, a w portfelu widać dno. Nie ma sensu kłócić się o to, co lepsze – to po prostu dwa różne style życia na jednym talerzu.

Ziemniak to u nas klasyka gatunku, taka domowa baza, która wybaczy niemal każde kulinarne nieuctwo. Można go rozgotować, utłuc z masłem albo wrzucić na patelnię – i tak będzie dobrze. Warto jednak pamiętać, że ziemniak ziemniakowi nierówny. Jeśli chcemy zrobić sałatkę, szukamy typu A, który się nie rozpada. Jeśli marzą nam się puszyste kopytka, wybieramy mączysty typ C. To nie tylko zapychacz, ale też solidne źródło potasu i witaminy C, choć przez lata dorobił się niesprawiedliwej opinii „tuczącego” dodatku. Tuczy sos, nie bulwa.

Z kolei makaron to król logistyki. Możesz o nim zapomnieć na pół roku, trzymać w najdalszym kącie szafki, a on i tak będzie gotowy do akcji w dziesięć minut. Jego największą siłą jest to, jak „współpracuje” z sosami. Świderki czy rurki nie mają tych kształtów dla ozdoby – ich zadaniem jest zatrzymać w sobie jak najwięcej smaku. Dodatkowo makaron z pszenicy durum to paliwo, które uwalnia energię powoli, więc nie będziemy głodni po godzinie od obiadu. To, co łączy oba te składniki, to ich całkowita demokratyczność. Są tanie, znajdziesz je w każdym osiedlowym sklepie i smakują każdemu, bez względu na wiek. To kulinarni pewniacy. Możemy się zachwycać egzotyczną komosą ryżową czy batatami, ale umówmy się – kiedy wracamy padnięci z pracy, i tak najczęściej lądujemy przy garnku z wodą na makaron albo wstawiamy ziemniaki na gaz. To po prostu kuchenne bezpieczeństwo w najczystszej postaci.

Gotuj tak makaron i ziemniaki, a Twój portfel Ci podziękuje. Polacy tracą fortunę przez jeden błąd
fot. Pixabay

To dzięki temu zaoszczędzisz na gotowaniu ziemniaków i makaronu

Gotowanie ziemniaków wydaje się czynnością tak banalną, że robimy to niemal mechanicznie. Wrzucasz do garnka, zalewasz kranówką, sypiesz sól i odpalasz gaz. Tymczasem okazuje się, że większość z nas od lat robi to źle, marnując przy tym czas, pieniądze i cenne witaminy. W dobie rosnących cen energii warto przyjrzeć się swoim nawykom przy kuchni, bo sposób solenia wody ma realne przełożenie na nasze rachunki.

Najczęstszym błędem jest sypanie soli do zimnej wody, zaraz po wrzuceniu obierków do garnka. Robimy tak z ziemniakami, robimy tak z makaronem. Problem polega na tym, że sól dodana do zimnej wody wydłuża czas jej zagotowania. Chemia jest nieubłagana – osolona ciecz potrzebuje więcej energii, by osiągnąć punkt wrzenia. Choć przy jednym obiedzie różnica może wydawać się niezauważalna, to w skali roku, przy codziennym pichceniu, przekłada się to na konkretne kwoty za prąd lub gaz. Dlatego eksperci od oszczędzania i kucharze są zgodni: sól sypiemy dopiero do wrzątku. W gorącej wodzie kryształki rozpuszczają się błyskawicznie, a my nie zmuszamy palnika do dłuższego wysiłku.

Kolejna kwestia to temperatura startowa. Większość z nas zalewa ziemniaki zimną wodą, co jest błędem nie tylko ekonomicznym, ale i zdrowotnym. Zaleca się, by wrzucać ziemniaki bezpośrednio do gorącej wody. Dzięki temu warzywa spędzają w kąpieli wodnej mniej czasu, co pozwala zachować w nich więcej wartości odżywczych. Kiedy ziemniak "męczy się" w powoli nagrzewającej się wodzie, wypłukuje się z niego wszystko, co najlepsze.

Jak jeszcze można zaoszczędzić? Ten szczegół też ma znaczenie

Warto też pochylić się nad samym przygotowaniem bulw. Często, chcąc przyspieszyć proces, kroimy je na drobne kostki. To pułapka. Choć faktycznie będą miękkie szybciej, to stracą mnóstwo witaminy C oraz potasu. Im większa powierzchnia styku warzywa z wodą, tym mniej zostaje w nim wartościowych składników. Co więcej, poszatkowane ziemniaki łatwiej się rozgotowują, zamieniając się w nieapetyczną papkę. Jeśli naprawdę zależy nam na zdrowiu i smaku, najlepiej gotować je w całości, a idealnie – w mundurkach. Skórka działa jak naturalny pancerz, który zatrzymuje witaminy w środku.

Rozmiar ma znaczenie także przy zakupach. Jeśli zależy nam na oszczędności czasu i energii, wybierajmy w sklepie mniejsze, równe sztuki. Gotują się one znacznie szybciej niż wielkie bulwy, a jednocześnie nie wymagają krojenia, które niszczy ich strukturę. Pamiętajmy też o sile ognia. Gotowanie na dużym płomieniu to strata gazu. Gdy woda już wrze, jej temperatura nie wzrośnie powyżej stu stopni, niezależnie od tego, jak bardzo "podkręcimy" palnik. Średni lub mały ogień w zupełności wystarczy, by ziemniaki zmiękły, a para nie uciekała bezużytecznie spod pokrywki.

Podsumowując, walka o niższe rachunki i lepsze zdrowie zaczyna się przy zwykłym garnku. Wystarczy zapamiętać prostą zasadę: najpierw wrzątek, potem sól, a na koniec ziemniaki w całości. To drobna zmiana, która nie kosztuje nas nic poza odrobiną uwagi, a pozwala jeść zdrowiej i zatrzymać w portfelu kilka złotych więcej. Czasami najprostsze rozwiązania, jak te z kuchni naszych babć, okazują się po latach najbardziej logiczne i ekonomiczne.

Gotuj tak makaron i ziemniaki, a Twój portfel Ci podziękuje. Polacy tracą fortunę przez jeden błąd
fot. Pixabay
Wybór Redakcji